Dgrowbox.gif

Z kodem HASZYSZ dostajesz 20% zniżki w growbox.pl

Magiczna Uprawa Konopii

Z www.Wiki.Haszysz.com
Przejdź do nawigacjiPrzejdź do wyszukiwania
Wersja do druku nie jest już wspierana i może powodować błędy w wyświetlaniu. Zaktualizuj swoje zakładki i zamiast funkcji strony do druku użyj domyślnej funkcji drukowania w swojej przeglądarce.

Badanie podstawowe to jest, co robię, kiedy nie wiem, co robię.

Wernher von Braun (1912–1977) niemiecki konstruktor rakiet.


Roślina sama-w-sobie magiczna

Zapewne wszyscy wiedzą że konopia jest rośliną magiczną, wykorzystowaną od tysiącleci w różnych praktykach, rytuałach i innych obrzędach. Dla wielu pozostaje to mniej istotnym faktem, może pomnikiem dawnych zabobonów itd. Rastafarianie na pewno wiedzą o paleniu ganji w celu nawiązania lepszego kontaktu z Bogiem -ale nieraz pewnie przyjmują to na słowo honoru od bełkoczących dziadów z jamajki jako konieczny element folkloru. W końcu – spójrzmy na siebie. Nie żyjemy tysiąc lat temu za górami za rzekami w nieprzebytych lasach. Wszystkie te stare opowieści magiczne są piękne ale dotyczą ludzi którzy nie wiedzieli co to Linux i pewnie narobiliby w swoje ceremonialne szaty ze zdziwienia na widok byle pierwszego gadżetu które otaczają nas zewsząd. Pchają się ze wszystkich „kanałów komunikacji” jak słudzy przed oblicze cesarza Etiopii a my – nic. Duża różnica co? Stary kapłan z puszczy oszalałby w pierwszym lepszym sklepie RTV -ale czy bylibyśmy lepsi gdyby nas wprowadził w swój „świat duchów”? Możemy darzyć obce kultury sympatią, jarać nas może orient i tajemna wiedza magiczna kapłanów episkich – ale jesteśmy w sytuacji jak dorosły spoglądający na dziecko. Mamy te nasze gadżety ale tęsknimy za czymś straconym. Dzieli nas już dystans który stwarza pewien problem gdy idzie o skuteczną adaptację technik magicznych. I ten dystans trzeba jakoś przebyć jeżeli mamy my – ludzie XXI wieku tak na serio uprawiać magiczną roślinę w sposób magiczny osiągając przy tym niezłe efekty i dobrze się bawiąc. Nie zależy nam za „odtwarzaniu” albo udawaniu. Trzeba nam się stać „tru XXI wiecznym magicznym growerem”.

Dobrze jest więc oprzeć się na współesnej nam wiedzy naukowej i zobaczyć w czym nas wesprze. To po pierwsze – a po drugie należy zbudować sobie system który ochroni nas przed wściekłymi atakami „sceptyka” którego pewnie każdy z nas ma „wszczepionego” w głowę i który zabezpiecza nas przed niebezpiecznymi farmazonami. Chwała mu za to – niech teraz idzie spać, ma wolne – pierwszy raz od „jah wie jak długo”. Nie będziemy się o nic kłócić, nie będziemy stawiać hipotez. Nic złego się stać nie może bo i nie ma jak. Dobrze jest prześledzić szybko w myśli historię nauki. Wiesz zapewne co się działo gdy w Europie (a przecież to „straszne” średniowiecze już wtedy należało do historii!) pojawiały się coraz głośniejsze wołania o zrewidowanie poglądu jakoby „słońce krążyło wokół ziemi”. Największe autorytety naukowe broniły starego poglądu bojąc się zakwestionować własną wiedzę! Na kilkanaście lat przed głośnym wystąpieniem Einsteina świat naukowy był pewien że fizyka jest już prawie w całości skończona, jeszcze drobne poprawki – i finito! Każdy z nas słyszał o różnych dziwnych cudach „współczesnej fizyki” która co dziwne – coraz bardziej zbliża się do przeróżnych „dziwnych psychologii” które z kolei na nowo odczytują prastare księgi ludzkości pełne „tajemnej” i „niezrozumiałej” wiedzy która była taką dla umysłu europejskiego wbitego w liczydło. Mamy więc pełne prawo śmiało i na przekór ostrzeżeniom pani katechetki zagłębić się w świat dziwny – historia nauki daje nam kredyt zaufania że może wcale nie zwariowaliśmy, może coś tam jest na drugim brzegu oceanu więc w drogę.


Buch pierwszy, nieziemski.

Jeżeli wychowaliśmy się na filmach grozy, na bajkach o diable itd. wtedy iść z tą wiedzą do prawdziwego lasu czynić magię to prawie jak iść na front po obejrzeniu trylogii Rambo albo serialu MASH lub Allo Allo. Zupełnie nie przygotowani i źle poinformowani.

Nie jesteśmy indianami, nie jesteśmy prasłowianami. Jesteśmy źle poinformowani i zbombardowani dywanowo przez sygnały i szum informacyjny. Wychowani ponadto zostaliśmy – w przeważającej części – na wierze w rozum, w naukę i w głębokiej pogardzie dla szaleńtwa którego boimy się jak ognia. Ale my tutaj stawiamy na szaleństwo, na natchnienie. To jest warunkiem skutecznej pracy magicznej przy uprawie. Gdy na moment stracimy świadomość tego kim jesteśmy i co tu robimy, gdy zanurzymy się w czynności jak dziecko w zabawie, gdy damy się ponieść jak aktor na scenie – wtedy „wiec że coś się tu dzieje” - działa!. Taka praca ma dużo wspólnego właśnie z aktorstwem w teatrze. Nie można zagrać roli w sposób sceptyczny. Tutaj ty jesteś aktorem a widownią jest nieświadomy umysł zwany popularnie podświadomością. To on reguluje wszelkie procesy komórkowe, wzrost itd. Gdy on ci uwierzy – będziesz wiedział od razu. Potem w snach przeniesiesz się w dziwne miejsca, będziesz oglądał niepokojące okazy botaniczne , oprowadzać cię będą dziewice natchnione o pscyhice seks kociaków z programu MK-ULTRA a gdy zbudzisz się rano i pojedziesz na miejscówkę ujrzysz coś dziwnego. Tyle urosło? Niemożliwe.

Pierwszy raz palisz?


Trudno tego dokonać „na niby”. Cóż, twój ukryty umysł nie lubi „udawanych orgazmów”. On wie że ty nie wiesz i pozostaje wtedy niesmak. To trudne zadanie, coś jakby grać sam ze sobą w szachy – przecież zawsze wtedy wiesz co kombinuje druga osoba. A widzisz – a nie zawsze. Bo czasem rano wstajesz i dopiero po godzinie przypominasz sobie sen który przychodzi nie wiadomo skąd. Jak to jest? Cóż, dzieje się samo – naszym zadaniem jest odwrócić w jakiś sposób to „kontrolujące oko” świadomości by nam nie przeszkadzało – naszym celem jest bowiem zabawa. Nie jest to taka zwykła zabawa, ale tak samo jak z każdą inną – udaje się najlepiej gdy nikt nas nie zmusza – nawet my sami. Trudno też bawić się według jakiegoś napisanego punkt po punkcie planu – taki plan w końcu okazuje się sztywnym i nie ogarniającym całego bogactwa pomysłów które przychodzą nam do głowy. Celem zaś naszej zabawy jest wygenerowanie uczucia, zatracenie się w nim a następnie napojenie własną duszą. Gdy zaczniemy na wszystko co robimy spoglądać przez taki pryzmat – wtedy zacznie dziać się magia. Pamiętaj – w tym momencie nic nie jest prawdą! A im więcej zawrzesz humoru i przewrotnej wieloznacznej ironii w swoim „systemie magicznym” tym lepiej zabezpieczysz się przed atakami „naukowca”. Jeżeli chcesz sporządzić obrazek Chrystusa z twarzą Wilka z Hemp Gru – proszę bardzo. Mieszaj wszystko do woli bo przygotowujesz drinka dla własnego umysłu a do dyspozycji masz cały świat. Tutaj nieważne jest że to co robisz jest „głupie” - niech takie będzie. Nie budujesz „religii totalnej” w którą ma uwierzyć cały świat. Takie źle kończyły często gubiąc ideały które napędzały je na samym początku. Ty jesteś w najlepszej sytuacji, tworzysz sobie zlepek symboli które mają wprawić ciebie w odpowiedni nastrój, zostań pomyleńcem który wierzy że właśnie uprawia konopie w magiczny sposób a ja ci powiem dlaczego to wcale nie jest takie beznadziejnie głupie jak na pierwszy rzut oka wygląda.



a co na to konopia?

Konopia bardzo to lubi. Bardzo korzystnie reaguje na wszystkie dziwne sposoby obchodzenia się z nią, wszelkie magiczne techniki, liczenie faz księżyca. Ona po prostu lubi gdy ktoś myśli o niej jako o roślinie wyjątkowej której należy się wyjątkowe podejście. Już za to masz u niej tajemniczy bonus. Taka roślina chętniej wytwarza THC – już to na dzień dobry powinno wystarczyć. Więęęcej THC? Cudownie. Wszyscy znamy przecież popularną wiedzę że „rośliny lubią gdy się do nich mówi”. Jasne że lubią. Oczywiście zakute łby naukowe zaraz dorobiły do tego teorię że chodzi o to że gdy mówisz – wtedy dmuchasz dwutlenkiem węgla i chodzi tylko o to. Jasne. Każda żywa istota lubi gdy ktoś okazuje jej zainteresowanie, wyczuwa to na miliony różnych sposobów z których poznaliśmy do tej pory kilka. Sprawdź hasło: lustrzane neurony. Trudno zaprzyjaźnić się z tygrysem ale łatwiej z psem. Różne są też rośliny, no akurat konopia jest bardzo przyjazna i lubi pogadać. Najlepiej odpręż się i wyobraź ją sobie jako kobietę, rodzaj angielskiej wróżki – arystokratki. Jeżeli jest ich kilka – jako nimfy nad stawem, wspieraj się szukając inspiracji w malarstwie -pomaga. Tak lubię ja ją widzieć – ruda nimfa z obrazów prerafaelitów – dla ciebie może być zmysłową wróżbitką telewizyjną, gorącą czarownicą – cokolwiek. Jara ją wszystko co jest tajemnicze i „magiczne”. Stwórz sobie w umyśle jej awatar i spróbuj porozmawiać, nie bój się – nikt się nie dowie że zwariowałeś. Mów na różne tematy i spróbuj sobie wyobrażać coby ona odpowiedziała (na pewno nieraz kłóciłeś się w myślach z dziewczyną/matką itd. więc jesteś w tym mistrzem). Na początku możesz mieć opory ale po czasie wasze relacje mogą się hmm rozwinąć. Twoja konopia może mieć tysiąc twarzy i miliard imion – nie krępuj się. To jest bezpieczna zabawa i nawet jeżeli nagle miła dziewczyna z talią kart zmieni się w demoniczną nagą czarownicę – pogratuluj sobie wyobraźni. Unikaj oceniania wyłaniających się wizji, traktuj je raczej jak film mający przesłanie – na końcu czeka happy end. Gdy poczujesz już o co chodzi, możesz też wyobrazić sobie jak mógłby wyglądać np. prasłowiański szaman będący chodzącą wikipedią w temacie magicznej uprawy roślin. Dla mnie akurat prasłowiański szaman przemawia – jeżeli wolisz eskimosa albo rastafarianina – you are welcome! Ogranicza ciebie jedynie wyobraźnia! Taka wymyślona osoba (będąca tak naprawdę awatarem twojej ukrytej wiedzy którą po prostu będziesz nieświadomie „projektował” na takiego mistrza) może udzielić ci wielu znaczących informacji, zaprowadzić na „magiczne miejscówki” w twojej okolicy a czasem ostrzec przed przypałem! Szamani wszystkich kultur korzystali z pomocy takich postaci, wiele osób nawet wychowanych w europejskim kagańcu myślenia miało „nagłe intuicje” ratujące przed niebezpieczeństwem. A sam Goethe bardzo chwalił sobie praktykę „wymyślonego przyjaciela”. Czemu więc by nie? Tu na razie jest ściernisko...

Alternatywną metodą poszukiwania miejscówki jest zbadanie historii obszaru na którym mamy zamiar prowadzić naszą partyzancką działalność. Polska obfituje w przeróżne „miejsca mocy” i dobrze jest je uwzględnić je w swoim planie na przyszły sezon – pod tym katem zbadać okolice w której mieszkasz. Jeżeli masz możliwość – dowiedz się gdzie istniały przedchrześcijańskie miejsca kultu blisko ciebie. Niestety – często na ich miejscu powstawały kościoły i inne kaplice – pozostało jednak sporo miejsc dzikich. Być może to miejsce w którym urządzano rytualne orgie? Niemało jest takich polan, dziwnych zagajników itd. Możesz być pewny że w tym miejscu promieniowanie ziemi będzie wyjątkowo silne i wpłynie to na ducha naszej rośliny, która też z pewnością czuć się tam będzie jak ryba w wodzie w dobrym towarzystwie. My zaś uwędzeni jej dymem też odczujemy wyjątkowość sytuacji jak nigdy wcześniej. Jeżeli ktoś jest ambitny – może nauczyć się rozpoznawać promieniowanie miejsca po roślinności. Miejsca szczególne łatwo zobaczyć dzięki drzewom – rosną w dziwny sposób, często splatając się i dwojąc. Zobacz hasło: geomancja. Nie raz byłem świadkiem przyrostów konopii tak gwałtownych że wszelki racjonalne tłumaczenia można było schować do lamusa. Wszystko to działo się właśnie w miejscach „dziwnych”. Uprawy w takich zakątkach są też mniej narażone na niepożądane odwiedziny bo one najzwyczajniej w świecie „odpychają” intruzów – na taką ochronę możecie liczyć szczególnie gdy zostaniecie wprowadzeni w towarzystwo duchów dzięki protekcji np. waszego osobistego mistrza z poprzedniego punktu.

W noc upalną...

Czynnością magiczną która świetnie nadaje się by zaadoptować ją w nasz system jest kopulacja. Magia seksualna to najpotężniejszy chyba rodzaj praktyki, w momencie orgazmu uwalnia się potężna dawka energii. Wiele ludów miało w zwyczaju urządzać dzikie orgie na polach w celu pobudzenia płodności przyrody. Nie wiem jak to wychodziło z burakami i żytem – konopia to uwielbia. Weź więc dziewczynę w nocy (możecie wybrać specjalną datę) w tajemne miejsce i kochajcie się do upadłego mając na uwadze po co to robisz i czemu oddajesz dziękczynienie. Wielkiej tajemniczej płodności która zrodziła ciebie i tak samo zrodzi kwiat konopii, wielkiemu teatrowi życia. Z własnego doświadczenia powiem – takie momenty są szczególne i niezapomniane. Często można doznać wtedy przedziwnych odczuć i wstrząsających wizji, niemniej – oto kroczysz ścieżką psychodelicznego szamana który rozmawia z konopiami. Na ludzi cywilizowanych zaczynasz patrzeć z tajemniczą ironią a twojej dziewczynie się to podoba.. Konopia uzyskana z takiej uprawy staje się niesamowitym afrodyzjakiem. Oczywiście – generalnie cannabis słynie ze swej użyteczności w magii seksualnej i nawet jeżeli ktoś nie jest oczytany w literaturze okultystycznej ten wie że coś jest na rzeczy. Ale w ten sposób możemy uzyskać naprawdę potężny kwiat który wyzwoli nieskrępowanego dzikiego Pana. Sprawdź hasło: Pan, grecki bóg. Aha. I jeżeli akurat nie masz partnerki – nie polecam akcji solowych. Na pewno nie tutaj w ramach naszego improwizowanego voodoo

Co jest lepsze: pepsi czy...

Mamy więc już rozdziewiczoną miejscówkę która leży na przecięciu przedziwnych linii geomantycznych, do której zaprowadziła nas intuicja o twarzy prasłowiańskiego ślepego dziada którego oczami jest ropucha siedząca mu na ramieniu. Rozmawiamy sobie w myślach z konopią która ma obraz pięknej młodej świtezianki która wychodzi do nas nago w nocy z jeziora. Generalnie – czujemy ekscytację i jest dobrze. Wszystkie te zabawy możemy uprawiać bezpiecznie, pamiętając że uruchamiamy w ten sposób naszą normalną mądrość która jest naturalna jak naturalną jest konopia sama w sobie. Gdyby przyszło nam żyć tysiące lat temu w prasłowiańskiej puszczy – pewnie wszystkie te dziwne funkcje włączyłyby się nam same i nikogo by to dziwiło szczególnie. My mamy taką przewagę że wychowaliśmy się w czasie postmodernizmu gdzie wszystko ze wszystkim można bezkarnie mieszać – chociażby w filmach grindhouse, w kreskówkach. To dało nam pewną przyjemną bezczelność która bardzo się przyda przy konstruowaniu naszego osobistego narzędzia magicznego które idealnie uzupełnia klasyczny ekwipunek „famera wyklętego”. Aha – do każdej czynności magicznej idealnie nadaje się cannabis który aktywuje „natchnione, wieszcze” funkcje naszego umysłu. I tu – koło się zamyka...


Zaklęty w trichotom.

Istnieją pewne sposoby by pozornie słabą sativę obrócić w wywołujący najlepszą podróż na świecie zielony kruszec. Powinienem odesłać ciebie do twojego osobistego mistrza po radę, ale dam kilka wskazówek z mojego własnego doświadczenia. Pamiętaj słowa ministra propagandy Trzeciej Rzeszy – „Kłamstwo powtarzane tysiące razy staje się prawdą!”. On wiedział co mówi. Był mistrzem propagandy machiny która prawie zawładnęła światem. Pamiętaj. Więc wracając do konopii – zacznij sam przed sobą kłamać na jej temat w myślach. Albo lepiej – wmawiaj jej to i tamto (pamiętasz? Wyobrażone rozmowy.)! Tak! Ona jest mądra i nie lubi „udawanych orgazmów” ale jeżeli sam będziesz wierzył w to co mówisz (gdy zrozumiesz że w tym temacie nie ma prawdy – przecież gadasz z wytworem własnej fantazji, dlaczego masz nie karmić go opowieściami na czystej fantazji usmażonymi?) wtedy ona uwierzy tym bardziej a nawet zacznie sobie „przypominać” w rozmowie i dopowiadać pewne fakty. Chcesz jej powiedzieć że jest nasionem rośliny która wyrosła na grobie Mickiewicza? Proszę bardzo, kogo obchodzi że to niemożliwe? Grunt to byś sam się wkręcił w opowieść , tak jakbyś pisał scenariusz filmowy. Kłam ją ile wlezie, kłam na temat każdej rzeczy („o ta łyżka którą leję wodę jest magiczna!” Możesz ją umagicznić w jakikolwiek sposób chcesz, twórz opowieści). Pamiętaj że konopia lubi gdy się z nią rozmawia w pewien specyficzny sposób. Nawet jeżeli w końcu wie że ściemniasz – nagrodzi twoje starania. W ten sposób możesz uzyskać przedziwne zioło, działające jak dotknięcie palców Jezusa na oczach ślepca. Pamiętaj – w tej metodzie trzeba na chwilę oszaleć by w ogóle wziąć się do pracy.

Jestem pewien że ten artykuł może pomóc wielu growerom spojrzeć na uprawę w nowy sposób. Może nie zwolennikom fastfoodu konopnego ale poszukującym konopnego Gralla żołnierzom rycerzom mistycznego prasłowiańskiego Zakonu Marii! 44!

Uwagi.

Przedstawione tu metody są wynikiem mojego doświadczenia i długotrwałej pracy. Z wieloma omawianymi tematami zetknąłem się początkowo od strony czysto naukowej w ramach badań akademickim. Gdy spostrzegłem dziwne zależności między obrazem świata zawartym w „prymitywnych wierzeniach” a współczesną fizyką zacząłem dla zabawy modyfikować i łączyć różne techniki w uprawie osiągając zadziwiające rezultaty. Przedstawione tutaj metody w zwulgaryzowanej wersji są powszechnie wykorzystywane np. do motywowania pracowników w korporacjach i w różnych technikach coachingu. Jakkolwiek – tekst ten ma charakter czysto informacyjny, proszę nie podawać mojego numeru Świętej Inkwizycji. Powodzenia!